Reklama polityczna stosuje wiele technik, dzięki którym ma szansę wpłynąć na zachowania wyborcze obywateli. Istnieje wiele metod, za pomocą których można oddziaływać na człowieka. Takimi metodami są między innymi manipulacja, czy perswazja. Reklama o charakterze politycznym stosuje jednak przede wszystkim inną, mniej wysublimowana metodę. Posługuje się bowiem częstym powtarzaniem jakiegoś komunikatu. Przy pomocy tych metod stara się nas przekonać do zmiany naszego sposobu myślenia, a w ślad za tym naszego działania. Mało tego, dąży ona do zmienienia naszej postawy wobec danej partii, czy też kandydata. Postawa jest trwałą, mocno emocjonalną gotowością do zachowywania się w sposób konsekwentny wobec osób, grup czy sytuacji. Reklama polityczna, chcąc być skuteczną, musi mieć swoje konsekwencje jeszcze długo po jej przedstawieniu. Da się to osiągnąć w zasadzie tylko w jeden sposób, a mianowicie poprzez wywarcie wpływu na nasze emocje. Częste powtarzanie jakiegoś komunikatu pozwala właśnie na zakorzenienie się jego w naszej podświadomości, w związku z czym nabieramy do niego odpowiedniego stosunku emocjonalnego. Agencje reklamowe, obok swoich “normalnych” działań, zajmują się także tymi związanymi z życiem politycznym.Bardzo częstym zjawiskiem jest współpraca partii politycznych z pełni wyspecjalizowanymi agencjami reklamowymi. Wydawać by się mogło, że kampanie polityczne różnych partii zmierzają są tego, aby potencjalny wyborca mógł wyrobnic sobie gruntowne, dokładnie przemyślane zdanie o programie politycznym prezentowanym przez kandydatów. Tak się jednak nie dzieje. Kampanie, przygotowywane przez agencje są nastawione przede wszystkim na zmianę postaw, opinii i przekonań. W związku z tym starają się przy pomocy zabiegów marketingowych przeciągnąć wyborcę “na swoją stronę”. Nie chodzi więc o to, żeby wyborca dokonywał świadomego wyboru, lecz żeby wybierał to, co mu się pokazuje. Taka kampania, oczywiście zawiera program, choć zawarty w ledwie kilku chwytliwych hasłach. Jest skierowana do właściwego segmentu społeczeństwa, takiego, który będzie podatny na ich atrakcyjność. Ponadto, agencje pracują nad zaplanowaniem każdego kroku, jaki wykona kandydat, każdego wystąpienia we wszelkiego rodzaju mediach.
Człowiek znany z pełnienia funkcji Rzecznika Prasowego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego od lipca 2007 do kwietnia 2009. Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Warszawie i tam też studiował, studiów nie ukończył, posiada wykształcenie średnie. Sprawował mandat Posła do Parlamentu Europejskiego od lipca 2004 do sierpnia 2007. Był dwukrotnie posłem na Sejm RP, działał jako dziennikarz prasowy i radiowy a w 1999 w jednej z ankiet dziennikarskich wybrano Go najlepszym mówcą parlamentu. Obecnie kandyduje do Europarlamentu z ramienia PiS-u i jest liderem na liście w okręgu stołecznego. Deklaruje znajomość trzech języków obcych. W przedwyborczej debacie stwierdził, iż w Unii Europejskiej zdrowe jest małe niezadowolenie wszystkich, gdyż wtedy wszystkim będzie komfortowo. Niezdrowe jest wg. Niego pełne zadowolenie jakiejś grupy, gdyż na tym cierpi grupa inna a to ukazuje nierówność, na to zaś poseł się nie godzi. Jeśli zasiądzie w ławie Europarlamentu dołączy do Unii na Rzecz Europy narodów, posiadającej 44 mandaty. Nie potrafię przekazać recepty na oddanie dobrego głosu 7 czerwca. Nie jestem w stanie powiedzieć, która partia zagwarantuje nam silną pozycję Polski, rozwój gospodarczy, spadek bezrobocia. Nie można też zapominać, że Unia nie jest lekarstwem na każde zło dziejące się w kraju, a Polska, która jest jej członkiem dopiero od 2004 roku nie może osiągnąć w tak ekspresowym tempie poziomu rozwojowego Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Nie można liczyć też na to, że zmiana ludzi w Parlamencie Europejskim stanie się radykalnym bodźcem do zmian polityki europejskiej a z nieba spadnie nam Euro i zaczną dziać się cuda. Tak na prawdę to każdy z nas ma wpływ na to jaka będzie Polska, jaki kształt przyjmie Unia i czy będzie to atrakcja dla nas samych. Najlepszym najmądrzejszym i niewątpliwie dobrym wyborem nas jako Polaków jest pójście dnia 7 czerwca do lokali wyborczych i wrzucenie do urny ważnego głosu. W tylko takim działaniu pokazujemy swoją dojrzałość i odpowiedzialność polityczną jako obywateli Unii Europejskiej. Najmłodszy kandydat do fotela parlamentarnego. Trzykrotnie wybrany na posła, w Sejmie piątej kadencji wicemarszałek Sejmu RP. Był ministrem rolnictwa. Po ukończeniu Zespołu Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sochaczewie a następnie studiów inżynierskich na Wydziale Ekonomiczno-Rolniczym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na kierunku rynek rolny i spółdzielczość kierunku rynek rolny i spółdzielczość oraz magisterskich studiów na kierunku zarządzanie i marketing w agrobiznesie w 2007 r. obronił pracę doktorską i uzyskał stopień doktora nauk ekonomicznych. W swej karierze politycznej związany z Lewicą- był m. in. W sztabie wyborczym Aleksandra Kwaśniewskiego a następnie Włodzimierza Cimoszewicza. Od 2007 r. Jest przewodniczącym klubu poselskiego Lewicy. Do Parlamentu Europejskiego kandyduje z listy koalicyjnego komitetu wyborczego SLD-UP. Jako europoseł zasiadać będzie w Partii Europejskich Socjalistów. Uważa, że podstawą Unii XXI wieku jest równość jej członków a także wyrównanie poziomu życia obywateli.
5 września 2010 w kategorii Europa, Polska, Wybory | Tagi: biografia, CV, deputowany, Europa, Kamiński, kandydat, lipiec, Michał, średnie, UE, wykształcenie, zadowolenie
W roku 2010 nic nie działo się tak jak powinno. Po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego trudno było się otrząsnąć. Jednak państwo nie mogło przestać funkcjonować. Pełniącym obowiązki prezydenta RP został marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, o którym już wcześniej wiedziano, że będzie startował w wyborach prezydenckich z ramienia Platformy Obywatelskiej. Konstytucja jasno ustala kolejność działań, bo nagłej śmierci prezydenta. Należało szybko ogłosić wybory i bardzo krótką kampanię prezydencką. Wszyscy po tragedii obiecywali spokój i tzw. ‘pozytywną kampanię’. SLD i PiS straciło swoich kandydatów w katastrofie lotniczej, stąd mieli bardzo poważne problemy z wyborem kandydatów. Z ramienia SLD miał startować poległy Jerzy Szmajdziński, a zdecydowano się na młodego przewodniczącego klubu- Grzegorza Napieralskiego. Z ramienia PiS na drugą kadencję miał startować zmarły Prezydent RP Lech Kaczyński. Po długich zastanowieniach Jarosław Kaczyński zdecydował się startować w wyborach. Jego kampania ruszyła wartko i ze sporym rozmachem. Oczywiście obok tych trzech kandydatów byli też inni, w tym weterani jak Janusz Korwin- Mikke, Waldemar Pawlak czy Andrzej Lepper. Co ciekawe Andrzej Lepper do końca nie wiedział czy wystartuje, gdyż Centralna Komisja stwierdziła, że działacz Samoobrony nie może brać udziału w wyborach z powodu ciążącego na nim wyroku. Jak się okazało wyrok się nie uprawomocnił, stąd przywrócono kandydaturę Leppera. Wiadome było już na samym początku, że wielkich wystąpień i zawirowań nie będzie, gdyż kampania była niezwykle krótka. Każdy z polityków miał swój sposób. Grzegorz Napieralski pokazywał się chyba wszędzie, gdzie się dało. Spotykał się ze wszystkimi i wszędzie, często jednego dnia był w kilku miejscach, aby uścisnąć dłonie różnym ludziom różnych stanów. Chciał pokazać się jako swojski człowiek otwarty na ludzi, no i cóż chyba mu się udało, bo nikt się nie spodziewał jego trzeciego miejsca i aż 13 % głosów. Bronisław Komorowski zbyt wiele czasu na kampanię prezydencką nie miał, gdyż musiał pełnić obowiązki prezydenta. Dodatkowo kraj nawiedziły ogromne powodzie i musiał stawiać się na zalanych terenach. Niektórzy twierdzili, że to też jakiś element kampanii. Jednak kiedy tylko miał chwilę to wybierał się na zorganizowane przez klub wiece. Swoimi przemówieniami wydawało się, że traci poparcie. Jarosław Kaczyński bardzo umiejętnie korzystał z tragedii i popularności zmarłego brata. To chyba największa metamorfoza kampanii, gdy potrzebował głosów wyborców lewicy to postanowił przestać nazywać ich komuchami a zacząć nazywać lewicą. Zmiana nie trwała długo i oczywiście nikt w nią nie uwierzył. Po przegranej był ogromnie rozgoryczony i wrócił do dawnych przyzwyczajeń, a jedynym jego argumentem politycznym i powodem do krytyki rządu jest brak wyjaśnień tragedii smoleńskiej. Wybory wygrał Bronisław Komorowski i w jednym dniu mieliśmy trzech prezydentów. Wybory mało spektakularne, jednak do samego końca ważył się los kto wygra.
Politycy tuż po katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem twierdzili, że polska polityka już nigdy nie będzie taka sama. Przede wszystkim obiecywano sobie brak kłótni i rozmowę polityczną na poziomie. Żałowano przede wszystkim złej oceny zmarłego prezydenta i jego małżonki. Wszyscy bardzo ciepło mówili o zmarłych a cała Polska pogrążyła się w żałobie. Rzeczywiście kurtuazja w polityce się pojawiła, lecz na krótko. Nawet na czas żałoby zamilkł Janusz Palikot, który stale krytykował Lecha Kaczyńskiego i jego sposób prowadzenia polityki. Oczywiście wszystko co dobre kiedyś się kończy. Kiedy największy szok minął trzeba było się zająć rządzeniem państwa, tym bardziej, że przed Polską stanęła konieczność zorganizowania przyspieszonych wyborów. Początkowo politycy starali się nie używać negatywnych argumentów w kampanii jednak bardzo szybko to się zmieniło. Kampania prezydencka toczyła się swoim torem a w klubach parlamentarnych musiano zastąpić zmarłych posłów. W największej stagnacji pogrążył się PiS, który nie tylko stracił swojego wieloletniego przywódcę Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale także bardzo ważnych działaczy. Prawo i Sprawiedliwość długo opłakiwało zmarłych i politycy uczestniczyli w licznych uroczystościach żałobnych. Siły zbrojne w Polsce zostały bez dowódców, dlatego zaczęto debatować nad podróżami rządowymi, że nie można dopuścić po raz kolejny do tego, żeby w jednym samolocie lecieli tak ważni urzędnicy państwowi. Wojsko jakoś sobie poradziło i funkcję dowódców tymczasowo przejęli ich zastępcy, aby pełniący obowiązki Prezydenta RP Bronisław Komorowski nie mianował tuż przed wyborami swoich kandydatów. Od czasu tragedii smoleńskiej wydaje się, że polityka opiera się jedynie na próbach wyjaśnienia katastrofy, na przerzucaniu się odpowiedzialności i oskarżeniem konkretnych osób, że nie oddają należnego szacunku poległym. A polityka państwa nie powinna na tym polegać. Każdy Polak głęboko przeżył tę katastrofę, było widać to w tłumach, które przychodziły na Msze Święte, pod pałac prezydencki czy też pod ratusze swoich miast, by złożyć hołd poległym. Jednak polityka polega na działaniu na rzecz dobra całego kraju i nie można ciągle wspominać o tragedii, kłócić się o krzyż pod pałacem czy też działać emocjonalnie na rodaków. A kampania pełna była sentymentów, szczególnie po stronie kandydata PiS. Oczywiście nie ma się co dziwić, bo sam Jarosław Kaczyński na pewno szczególnie przeżył katastrofę pod Smoleńskiem. Jednak minęło już tyle miesięcy od katastrofy i społeczeństwo chciałoby wrócić do normalności, a nie słuchać o 10 kwietnia w każdych wiadomościach. Po każdym tragicznym wydarzeniu jest czas na wrócenie do normalności, a polityka szczególnie tego wymaga. Polityka rzeczywiście zmieniła się po 10 kwietnia na jeszcze bardziej emocjonalną niż była do tej pory. Warto by jednak wrócić do konkretów, aby nie był to jedyny temat do rozmów politycznych. Polska potrzebuje dyskusji politycznej na wyższym poziomie i to o gospodarce czy finansach.
2 września 2010 w kategorii Historia, Teoria, Wybory | Tagi: 10 kwietnia, 2010, koniec, PiS, pogrążenie, poseł, tok, tor, zastąpienie